Ślubuję Ci
Trzeba właściwie powiedzieć, ślub jest dla… ślubu. Cała otoczka, uroczystość w kościele, wesele, wszystko to związane jest z tym, że dwoje ludzi postanawia złożyć sobie nawzajem przysięgę. Można powiedzieć: „przysięga robi różnicę”. Zresztą sama nazwa „ślub” wzięła się zapewne od stwierdzenia: ślubuję Ci miłość…
Dla wielu ślub jest wciąż ważny. Choć mam wrażenie, że zmienił się pewien drobny szczegół, związany ze ślubem. Kiedyś (jak to brzmi!) narzeczeni ślubowali sobie miłość „na dobre i na złe”. Teraz taka perspektywa wydaje się zbyt odległa, wręcz nierealna. Raczej domniemywa się teraz, że ślub jest na innych warunkach: ślubuję Ci miłość… tak długo, jak będzie mi dobrze. Z mojego doświadczenia tak forma przysięgi obecnie dominuje. Jeśli się mają kłócić, niech się rozstaną – nawet już babcie aktywnie uczestniczą w życiu swoich bliskich. Po co się męczyć. Spotkaliśmy się, było tak dobrze, po co to psuć. Starajmy się, żeby było dobrze. A jeśli się nie uda, zakończmy to. Każdy ma prawa do szczęścia. Dzisiaj to prawo jest fundamentem dla wielu związków. Na tej zasadzie, jeśli jest ludziom ze sobą dobrze, niech ze sobą będą. Jeśli jednak komuś zacznie być źle, niech się rozstaną. Każdy ma prawo do szczęścia.
Jakże zupełnie inaczej wygląda związek zbudowany na fundamencie: „na dobre i na złe”. Ludzie trafiają na siebie, chcą być razem. Dają sobie nawzajem szczęście. Świetnie, tak ma być. Zdarza się jednak, że jedna z osób zaczyna chorować. Spotkałem się z sytuacją, ze po roku małżeństwa młoda żona zachorowała na straszną chorobę: stwardnienie rozsiane. Jeszcze nie zdążyli się sobą nacieszyć, a już wielkie cierpienie. I co wtedy? Czy ma prawo na niego liczyć, czy tez on powinien skorzystać ze swojego prawa do szczęścia. Albo on świetnie zarabia, powiedzmy jest grafikiem. Ale pewnego dnia zaczyna tracić wzrok. Ona ma prawo do szczęścia, do bezpieczeństwa, do opieki. Ma zostać, czy odejść. Choroba nie jest jedynym przypadkiem „na złe”. Można stracić pracę, może przyjść powódź, umiera jeden z rodziców. Życie odmienia się przez przypadki i tylko z zewnątrz inni ludzie wyglądają na beztroskich i szczęśliwych. Śledząc życie celebrytów, często mówi się o ślubach, kolejnych ślubach… To staje się społeczną normą. Było dobrze, byliśmy szczęśliwi. Teraz postanowiliśmy się rozstać. „Ślubuję Ci, że będą z Tobą tak długo, jak będzie mi dobrze”. To jednak jakiś inny ślub. Wydaje mi się, ze każda para powinna przed ślubem tę sprawę między sobą omówić.
A jeśli chodzi o Kościół? W Kościele można wziąć ślub jedynie na dobre i na złe. Aż do końca życia. Innego wziąć się nie da.
Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

